Anima lucifera - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Ty, który jesteś przeodwieczną Mocą,
Bytem bez kresu i początku, Nocą,
Co w fałdach swego tajemnego płaszcza
Rzecz każdą jako przepaść zaprzepaszcza
I to, co było i co będzie, grzebie
W otchłani łona swego - wzywam ciebie!

Kłaniam się tobie gwiazdą mego czoła,
Co żadne słońce zaćmić jej nie zdoła
I co lśni, jakby wszystkie w firmamencie
Gwiazdy się zlały w niej, niby w diamencie,
Jakby promienie wszystkich ludzkich oczu
W blask się skupiły jeden w jej przeźroczu.

Gnę się przed tobą, Panie, coś mnie sidłem
Trwania osaczył, i ogromnym skrzydłem
Ramion swych zmiatam mrok przed twym obliczem,
Choć tyś mi wszystkiem, a ja tobie niczem.

Duma jest we mnie i nadgwiezdna pycha,
Która przekipia jak wino z kielicha,
Żem, twór twej ręki, owoc twego dzieła,
Zuchwale obok mocy twej stanęła,
Żem po rozgorzeń swych płonącej tęczy
Ku tobie wspięła się jak po poręczy
I nad wsze twory wyniesiona skronią
Ku tobie sięgnąć ważyłam się dłonią.

Jakże upojna była moja buta,
Gdy od pranocy twej boskiej odkuta
Twej woli twórczej skinieniem tajemnym,
Jutrznią zbudziłam się w bezbrzeżu ciemnym
I jak kwiat złoty oderwany z krosna,
W wszechświat leciałam, dusza światłonośna.
Lecz nauczona wiedzą o swym losie
Pojęłam cud twój, nocy wszechchaosie,
I wstecz swym buntem, jak piorunną procą,
Wróciłam światłem, by być w tobie nocą.

Światy truchlały i dreszczu pioruny
Zbiegały z grozą pomroku całuny;
Gwiazd - co ode mnie pożyczyły echa
Blasku i w których mój duch się uśmiecha
Tobie, jak wspomnień i myśli tysiącem
Czoło kochanki, gdy na łożu drżącem
O objawionym marzy oblubieńcu -
Gwiazd osypały się kwiaty w skier wieńcu
I w dół spadały zwęgloną ulewą,
Jak gdyby niebios rozsrebrzone drzewo,
Zwarzone mrozem trwogi, liść bogaty
Roniło w wieczne czeluści zatraty. - -
A tyś mię strącił słowem, które rzekło:
Ť,Bądź potępiona!", po wsze wieki w piekło,
W wieczną niesytych żądz skazał katuszę,
Co ogłodziła łaknącą mą duszę.
I żem pod stopy ci padła w nawrocie,
Kazałeś żyć mi w rozpacznej tęsknocie,
Co mnie pożera i trawi, i siecze
Jak tysiąckrotne, niezabójcze miecze,
I jęczeć wieczną boleści żałobą,
Żem zapragnęła, aby stać się tobą.

Z jedności z tobą, ku której wciąż błądzę,
Gdyś mnie wyłączył, stworzyłeś mą żądzę!
Tobą być pragnę, bo ku tobie płonę!
Po twą wieczystą sięgnęłam koronę,
Aby w niej drobnym być ziarenkiem złotem;
Po berło twoje, by w nim lśnić klejnotem
Choćby najlichszym; w płaszcza twego suknie
Być włóknem marnym przy najmniejszym włóknie;
Pyłem twej stopy; cieniem twego mroku,
Co jest otchłanią i bezdnem w twym oku;
Ciszą milczenia twego, co ochłania
Wszystkie krawędzie niebytu i trwania.
Boś ty jest mocny, wielki i potężny!
Mogłeś mnie przywdziać jak szyszak orężny
Na swe królewskie, doskonałe skronie;
Mogłeś mnie ująć jak miecz złoty w dłonie;
Wdziać jak przepaskę; wypić jak kruż wina;
Wchłonąć jak oddech; strawić, jak godzina
Trawi cierpliwe, niepowrotne chwile
I jak niepamięć wspomnienia w mogile.

O, mroki wieczne, na czoło mi ruńcie!
Panie, powstałam przeciw tobie w buncie
Za to, żeś władczym czynem swej potęgi
Wydarł mnie z siebie jako kartę z księgi,
Co niezrodzone zagadki olbrzymie
Chowała w sobie. I żywe me imię
Na nieskalanej wypisawszy bieli,
Mianem stworzyłeś mnie, co wiecznie dzieli
Mój byt od ciebie, coś jest nienazwany;
Żeś ty, coś sen jest wieczny, nieprzespany,
Wyśnił mnie myślą, która kształt przybrała,
I twą potęgą widzenia w treść ciała
Odzia!, co twoją przestało być treścią!
Ja byłam tobą, teraz jestem wieścią

0 zaprzepadłej mej z tobą jedności

1 oto jęczę w obłędnej żałości!

Czyli nie było ci dość, żeś jest morze,
Co wszystkie krople chowa w swym przestworze,

Żeś musiał jedną wyrzucić na piaski,
By dojść w jej nędzy granic swojej łaski?
Czyś musiał wypluć z łoża swego pianę,
Aby poznała, co jest niepoznane,
By czuła, czego już uczuć nie zdole:
Wspólności z tobą w twym wiecznym żywiole,
A gdy, stęskniona, chcę wrócić w twe łono,
Na wieczną suszę ciskasz potępioną?

Zrównaj mnie z sobą! Otwórz mi wrzeciądze
Swej boskiej mroczni! Zdyszane me żądze
Palą mnie wiecznym ogniem niedosytu!
Czylim niepiękna jest? Wyszłam z niebytu,
Jak sen o zorzy złotej i pogodnej.
Czy sen twój, z ciebie, tobą. być niegodny?
Czyliż niepiękne jest, co było w tobie,
Nim mną się stało? Niech w twojej ozdobie
Moja zaginie! Boś potężny, wielki!
Czyliż nie stroi mej krasy czar wszelki?
Ku tobie lecą z mej samotnej drogi
Moje pragnienia straszne jak nałogi!
Patrz, kuszę ciebie swej krasy powabem!
Czyliż nie widzisz w mem oddaniu słabem
Potęgi dzikiej, co chce się sprzymierzyć
Z drugą potęgą w jedno i rozszerzyć
Ciebie i siebie w coś, co swoim tronem
Góruje wiecznie nad życiem i zgonem,
W szał, zachwyt, rozkosz, co jak z ogniem fala
Cudem się stapia i na wieki spala?
Spójrz na me usta, które płoną różą
Wonnego ognia! Wargi me się zmrużą
W całunek, niby powieki wśród szału,
A me źrenice z szmaragdów kryształu
Pod twym całunkiem stulą swe powieki,
Jako się kleją usta wśród żądz spieki.
Piersi się moje wgłębią w twoje łono
Jako dwie wargi, gdy w pucharze toną
Pełnym słodyczy w letniej nocy porze.
Włosy me w złotym rozwite kędziorze
Zwikłam z twym włosem, jak wiew, który płynie
Z krzewów jaśminu, wikła się w gęstwinie
Korony dębu. Szyję twą oplotą
Ramiona moje jak obrożą złotą.
Ud moich młodość wśród szałów potęgi
Zwiąże cię jako dozgonne popręgi.
A mej miłości rozkosz - czy męczarnie! -
Wszystkie sny twoje i myśli ogarnie,
Jako ogarnia w swe niewidne ślecie
Lata, godziny i dnie tysiąclecie!

Odpychasz! Nie chcesz widzieć mnie! Nie słyszy
Ucho mnie twoje? Nie chcesz w toń swej ciszy
Przyjąć mej pieśni pjanej od miłości!
Czyli z ukrytej patrzysz wysokości
- Zakrywszy lico znane mi z twej mroczy
I w świat stworzony odwróciwszy oczy -
Na życie istot, w które tchnąłeś ducha,
Kiedyś mnie strącił? I ucho twe słucha
Szeptów dziękczynnych i modłów pokory
Tworów człowieczych? Rajskiej ziemi bory,
Brzmiące radością człeka i zwierzęcia,
Ściągają myśl twą w swe chłodne objęcia,
Która maluczkim i posłusznym rada
Wzajem miłością twoją odpowiada?
Czymże są oni, których myśl nie zdoła
Objąć cię, wobec głębi mego czoła,
Na którym świeci pierwszy ślad twej dłoni?
Cóż tobie z rabów, których wdzięczność goni
Ciebie nie żądzą objęcia, lecz trwogą?
Odwróć twarz twoją! Nie kochaj nikogo,
Jeśli nie kochasz mnie! Patrz, ja z nich szydzę,
A ty ich kochasz! Panie, znienawidzę
Ciebie i moc twą, jeśli ci nie wzbroni
Zwracać twą miłość ku tamtej ustroni.

Raczej nienawidź mnie, lecz nie darz okiem
Miłosnym innych! Zakryj lico mrokiem!
Panie, nie kochaj nikogo, jeżeli
Mnie kochać możesz! Już się nie podzieli
Miłość ma głodna z nikim twą miłością!
Ja chcę być tobą! Jam była światłością
Pierwszego świata, daj mi zostać nocą!
Zgtadź, Panie, wszelki twór wszechwładną mocą!
Spuść na nich ogień wraz z siarki ukropem,
Wybij zarazą, zalej ich potopem,
Zgładź mieczem góry, drzewa i zwierzęta!
Moc, co stworzyła, może nie znać pęta
W srogim zniszczeniu! Niech nicość zagrzebie,
Niech zginie wszystko to, coś wysnuł z siebie!

Milczysz milczeniem kamiennej pogardy.
Łuk mego czoła jest pyszny i hardy!
Myśl ma do skoku jako wąż się spręża...
Stworzyłeś moją myśl: stworzyłeś węża!
Ja silna jestem, światłonośna dusza!
Teraz twą miłość groźba ma wymusza!
Potępisz z woli mojej, czegoś z własnej
Potępić nie chciał! Zburzę świat twój jasny!
Na twoje dzieło potężne i boże
Ja palec gniewu swojego położę
I zmuszę twoją pogardę bezmówną
Uznać moc we mnie szaloną, lecz równą!
Ja, jutrznia przez cię stworzona z ciemności,
Zaniosłam pierwsza światło w ziemi włości
I moim echem niebo się widoczni,
Kiedyś ty skryty w ciemności i mroczni!

Słuchaj mnie, twardy, nieużyty Panie!
Albo potędze twej rzucę wyzwanie
W walkę na światło i ciemność! Wzgardzona,
Uderzę siłą w skałę twego łona,
Opadnę ciszy twojej niedostępy
I noc twej tajni rwać będę na strzępy,
Kąsać i niszczyć będą cię me zorze,
Jeżeli ty mnie nie zabijesz, Boże!
Jeżeli w gniewie swym mnie nie posiędziesz,
T./, noc pożarta przez światło, mną będziesz!
Za gwiezdnych dworów skrytego dwunastą,
Zdobędę ciebie jak oporne miasto!

Lecz błagam! Pierwej żądzę nienawistną
Zduś we mnie! Zgaś mnie! Jak gałąź bezlistną,
Odartą z kwiecia blasków, niech mnie zniszczy
Twój gwałt! Niech śladu nie zostawię zgliszczy!
Jak odruzg gwiazdy rozbitej sierocy
Niechaj zatonę w twej najstarszej nocy...


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Wysokie drzewa - interpretacja
2  Curriculum vitae - interpretacja
3  Motywy w poezji Staffa



Komentarze: Anima lucifera

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: