Adam - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Czarna na piersi mej leżała ziemia,
Cis-żka jak moja niecofniona wina,
Głucha jak wieki, co przeszły nade mną
Orszakiem sinych widm i szarych cieni,
Nie mogąc zatrzeć przeklętej pamięci
Mojego grzechu -
A w krąg głęboka cisza uporczywa,
Jak ślepy z ciągłych łez wyrzut sumienia,
Jako zgryzota ma od żalu niema,
Jedząca, w drętwym milczeniu rozpaczy
I w beznadziei wiecznej przebaczenia,
Trupie swe ręce.

Wieki przespałem w bezsennej mogile,
Bo robak, który toczył moje ciało,
I pleśń, co skryła me zimne piszczele,
Niby niepamięć o miąższu cielesnym,
Nie tknęły mego serca, które toczy
Robak straszliwszy:
Niezapomniany czerw gorzkiej jak piołun,
Ostrej jak ciernie, palącej jak płomień,
Dzikiej pamięci beztroskiego szczęścia,
Dzieciństwa serca, niewinnej radości
W wiecznie słonecznym, zacisznym spokoju
Ogrójca łaski.

A utraciłem go sam, dobrowolnie!
W zuchwałej bucie swej nikczemnej żądzy,
Uległszy myśli bezecnej podszeptom,
Ciemnej pokusie, przekroczyłem zakaz,
Co był wieczystą, niezłomną poręką
Złotej rozkoszy!
Zaprzepaściłem na wieki, na wieki,
Słodką upojność błogiego żywota,
Ściągnąwszy na się grom boskiego gniewu
I brzemię kary na przestępcze barki,
Na trud skazany pracy w pocie czoła,
Wygnany z Raju!

Po wieki wieków wygnany! Przeklęty
Wraz z swym plemieniem, co powstało ze mnie
I płodzić będzie wiecznie pokolenia
Z nasion miłości mej, złożonych w płodne
Biodra współwinnej i współpotępionej
Żony mej, Ewy -
I płodzić będzie grzech, mękę i karę,
Niezawiniony bicz pleść na swe plecy,
Z przewiny mojej, pierwszego rodzica,
Co zwalił brzemię na wszystko, co wyjdzie
Z łona niewiasty i przeklinać będzie
Wiecznie mą pamięć!

Rozpacz ma, wieki więziona pod ziemią,
W glinie kurczyła się jako dżdżownica,
Co chowa śliską podłość swej ohydy
Przed okiem słońca, zhańbionym przeze mnie
Nieodpłaconą, niepowetowaną
Plamą występku - -
Obłęd mnie kąsa na myśl, że tam, w górze,
Mój szczep bezsilny, mój ród nieporadny
Z jękiem się tarza w pokutnej kurzawie,
W worze na biodrach, z popiołem na skroni,
Na twarz upadły, rozdzierając piersi

Mogiła moja spiętrzyła się w dziką,
Potworną górę klątw i złorzeczenia,
Które się walą z każdym dniem i nocą,
Z każdą godziną na mój grób wciąż wyżej
Zwałami głazów, dudniąc głuchym echem
W mej pustej czaszce -
A przez darń wsiąka w próchno kościotrupa
Spleśniała wilgoć łez mętnych i ślepych
Jak oczy, które je w męce wylały,
Łzy straszne, które cała ziemia płacze,
A nad nią płacze puste, martwe niebo
Siwą szarugą.

Niebo nad ziemią jest martwe i puste!
Strasznie Bóg konał z rozpaczy i żalu,
Ze człowiek w ciemnym szaleństwa obłędzie
Zniszczył stworzone przezeń szczęście ziemi!
Dni siedem konał, długich jak dni siedem
Było stworzenia!...
Utracił klucze do swojego nieba,
Odkąd zamknęły się dlań serca ludzkie...
A człowiek dobił mrącego już Boga,
Z żalu, że stworzyć Bóg siebie nie umiał
Niemylnym stwórcą, że nie umiał szczęścia
Uczynić wiecznym.

Bóg umarł. Niebo puste. Ale żyje
Wina i kara, i siew jogo gniewu,
I ból zgryzoty mej żyje serdecznej,
Która mnie budzi huczącą n`ade mną
Wrzawą i zgiełkiem z bezsennego spania
W trupiej próchnicy...
Czy wąż piekielny opasał swym ciałem
Widnokrąg ziemi i na śmierć ją dusi?
Czy szatan przyszedł w sądny dzień ostatni,
Zwycięzca ciemny o oczach anioła,
I ponad światem rozpostarł płomienne
Skrzydła zagłady?

Po wiekach, które wicher czasu pędził
Jako chmur szmaty ponad moim grobem,
Dźwigam się duchem, pełen przerażenia
I grozy, która strzępi, jako burza,
Wiatr mego ciała i na własnych kościach
Stojący słucham -
I patrzę mary bezcielesnym wzrokiem
Na zamęt życia, które jako morze
Huczy w bałwanach rozkiełznanej mocy
I niesie ponad bezdenną topielą
"Widziadło bytu, jak widmowe statki
O dziwnych żaglach.

Patrzę i widzę sunące przede mną,
Tysiącem zjawisk, obrazów i przemian
Wciąż nowych, innych, nie znanych mym oczom,
Dziko wezbrane, na oślep pędzące
Życie, rozrzutne jako król szalony,
Co trwoni skarby -
Niewyczerpane, kłębiące się życie,
Co walczy, pada, zrywa się, podnosi,
Przeklina w klęsce i wybucha gniewem,
Zawiłe, tajne, zagadkowe, straszne,
Co miesza czaszki, puchary i róże,
Lutnie i miecze.

Hej, młot podnosi silny olbrzym nagi
I wali w kamień uparty, zacięty,
Co legł przeszkodą. I drze się przez góry,
Toruje drogę w głazach, w łono skalne,
By z czarnej nocy wydrzeć klejnot ziemi,
Złoto słoneczne!
Węglu, żelazo, o, kruszce czcigodne!
Oto się w hutach topi ruda twarda,
Oto dmie kowal czarny wściekle w miechy,
Podnieca płomień do białego żaru
I złote węże syczą na kowadle,
A młoty dzwonią!

Młoty kujące, zaciekłe obcęgi!
Gwałcie potężny i przymusie srogi!
Oto wykuty pług i miecz błyszczący...
Milczący siewca dłonią ziarno sieje
W cierpliwą ziemię, którą pług rołorał
Ostrym lemieszem...
A po nim żniwiarz, z lśniącą `^osą w c^oni,
Kroczy i równym, szerokim zamachem
Kłosy pól kładzie posłusznym pokotem,
Ażeby po nim znowu przyszła brona
l siewca, który złotą przyszłość sieje
W brunatne łany.

O, mięśnie ramion piękne jak żelazo!
Oto sieczysty topór i kotwica...
Siekierą wali drwal jodły podniebne
I ciosa maszty i kadłub okrętu,
I z krzykiem szczęścia spuszcza go na mo-ze,
Kołyskę serca...
Wzdęły się żagle, wiatr chwytają w skrzydła,
Wiosło uderza rytmem serca w falę,
A ster zostawia długą, srebrną smugę,
Pług morza bruzdę na błękitnej niwie
I śni kotwica o dna tajnym cudzie
W obcej zatoce...

O, miecze szybkie i proste jak wola!
Hełmy naczelne, niechybne oszczepy!
Dla bron i pługów zabrakło zagonów,
Zazdrość je skąpa otoczyła murem,
Głębokim rowem owiodła i wodą
I gniew zakipiał!
Piękna krew w głowy skoczyła i ręce
I idą szyki, ramię przy ramieniu,
Milczące, harde! Mur piersi uderza
O mur z kamieni i miecz o miecz dzwoni,
Padają ranni, kładą się na tarczy,
A po nich nowi!

Rzeź krwawa kwitnie jak makowe pole,
Makowym sokiem snu śmierć poi wargi...
Jak piękna blada twarz na krwi purpurze,
Na nieb błękicie miedziana pożoga!
A oblężenie rodzi strach i męstwo,
Szał i niewolę...
I trąby grają, wracają zwycięzcy,
Dębowe wieńce stroją w młodą zieleń
Grodowe bramy i niskie drzwi domów,
Dziewice białe sypią do stóp róże,
A matki dzieci ponad tłum podnoszą:
ŤPat?zcie, zwycięzcy!*

Uczta radosne zastawiła stoły,
Ubrała ściany w oręże i rogi,
Krążą kielichy złote pełne wina,
Które z najlepszych gron chłodnej winnicy
Wytłoczył wincerz umazany ciemnym
Osadem moszczu -
Przybywa młody pieśniarz złotowłosy,
Przynosi lutnię utworzoną wzorem
Bioder dziewczęcych i pieśnią bitewną
Uderza w struny, które grają sławę
Mleczów, bo z kruszcu dzielnego wykute,
Z tego, co serca -

Śpiewak wylewa na ziem wino z czary
I przypomina brata, co nie wrócił,
I druhów, których zabrakło na uczcie.
Ścięty młodości kwiat uczcił żałością
Plączącą struny najcichszej pojękiem
I wiatr żal poniósł -
A on, powiódłszy w krąg okiem zbudzonym,
Ozdobion wieńcem i złotym łańcuchem
I nową krużą, co budzi marzenia
Jąć miłość słodkie: serdeczne westchnienie
Tęsknoty cichej wplótł, jak włos kochanka.
W stłuny swej lutni.

0 zmierzchu ciągną w dal długie pochody
Płaczek sogrzebnych i żałobnych jęczków,
Co za nieraymi stąpają marami,
Pośród pocaodni odwróconych na dół
Zgasłym płomieniem i spowitych kirem,
Jak czoła mrokiem...
I płoną w cieniu smolne drzewa stosy,
Ubrane w kwiaty i polanę winem,
I oto szczątki w zagasłym popiele
Zbierają ręce czule w ciche urny
l ustawiają je w globach przy drodze
Pełnej wędrowców..,

A drogą jasny orszak ślubny kroczy
W barwach purpury, bieli ł szafranu,
Z chlebem i solą rodzice sędziwi,
Co jeszcze młodsze dzieci muszą chować
Dobrą przestrogą, łagodnymi rady
I mądrą karą -
A dalej idą kupcy z ziem dalekich,
Wioząc na mułach, gnących się pod jukiem,
Wzorzyste tkanie, jasną kość słoniową,
Purpurę, perły, jedwab i broń obcą,
W sakwach zysk kryjąc, a pod połą miecze
Na dróg zasadzki...

Kupuje od nich kobierce pań możny
I tonąc w puchu i w zbytku nadmiarze
Słucha pochlebców łysych lepkiej mowy,
Którzy schyleni w pokornym ukłonie
Podnoszą z ziemi Irzos złota rzucony
Niedbałą ręką -
Nie jak u skąpca, co nad skrzynią złota,
Z iskrzącym wzrokiem, blady, w drżących palcach
p^noc.ą cichą przesypuje zimny,
okrągły kruszec i przy jego dźwięku
Na drzwi zamknięte żelazną zasuwą
Patrzy lękliwie.

A w przeciwległym domu, w bruckiej izbie
Nędzarz na stcchłym, słomianym barłogu
Gryząc spleśniały chleb życzy MU śmierci
I śniąc nadzieją nieufną, że ju-`ro
Lepiej mu będzie, na obecną chwilę
Jękiem narzeka -
Gdy w cieniu gęstej leszczyny, przy srebrnym
Blasku miesiąca i śpiewie słowika,
Smukły młodzieniec i piękna dziewczyna,
Wpatrzani w oczy swe, wpici w swe usta,
Modlą się sercom swym, aby ta chwila
Trwała wieczyście)

Lecz brat zawidzi bratu i północą
Czyha u węgła l nóż topi zimny
W gorącym sercu. I z głuchym odgłosem,
Bijąc rękami powietrze, trup pada
Na wznak na ziemię, krzyk rozdziera :iszę,
Otwiera okna...
Pościg się zrywa, rośnie zbiegowisko,
Już się ławnicy zbierają na sądy,
Zapada wyrok, czerwony jak zbrocftlia,
I oto wiodą w kajdanach zabójcę
I kat w szkarłacie i masce na tvarzy
Podnosi topór...

Przy głuchym głowy upadku - w alkowie
Powiła matka dziecko, wyczerpana
Leży w pościeli, bielsza od pościeli...
Położna w kąpiel noworodka kładzie
I wchodzą z życzeń usłużnym uśmiechem
Siwe kumoszki -
I śpieszą dalej do innego łoża,
Gdzie wśród wyziewu leków i gromnicy,
Przyjąwszy ziółka i oleje święte,
Chory spogląda na tarczę zegara
I patrzy w okno ciemne, licząc, ile
Godzin do świtu...

Nazajutrz czarny dom rzuca sierota,
Zbiega z tobołem gościńce i miasta,
Jarmarki, ziemie obce i narody,
W podróże puszcza się lądem i morzem,
Nocuje w polu, w przydrożnych gospodach,
Na mchu i słomie -
Żyje wśród majtków, żołnierzy i kupców,
Pije wraz nimi i z śmiechem gra w kości,
Tańczy przy bębnie, skrzypcach i piszczałce,
Zwiedza ogrody pełne rzeźb i fontann
I widowiska, gdzie tłum w łzach lub śmiechu
Bije oklaski.

Lecz rzuca wywczas, idzie w wojownik!
I ciągnie z nimi w dalekie wyprawy,
Zyskuje sławę i chlubne zaszczyty,
Zdobywa rany i wieńce zielone,
Aż krew kupuje zwycięstwo i pokój
Nastaje długi -
I ojce dzieciom prawią opowieści
O czynach swoich, zagrzewając serca
Nauką męstwa, bohaterstw i dumy,
A młodzi, czasom pokoju nieradzi,
W udanych walkach zaprawiają ciała
Do nowych bojów.

Wreszcie bezczynny spokój obrzydł sercom,
Choć król w śnie gnuśnym nie słyszy ich tętna.
Ale bezsenni śnią berło i władzę.
I w północ głuchą schodzą się za miastem
Płaszczem zakryte cienie i składają
Na nóż przysięgę -
I dzwon uderza na trwogę, gród płonie,
Tron się przewraca i trup z niego spada,
I nowa postać w gronostaj odziana
Po trupie kroczy na skrwawione stopnie,
A wśród dworaków stoi znów spode łba
Patrzący spisek.

Te Deum śpiewa dla króla świątynia
O barwnych oknach i słupach strzelistych,
W kłębach kadzideł i płóciennych kwiatów,
Skąpanych woskiem żółtych świec ofiarnych,
Pełna pobożnych, stroniących z obawą
Od niedowiarków,
Którzy, kościołów dalecy, nad księgą
Tajemnych znaków i pism trawią noce
I warzą w tyglach kruszce i ziół soki,
Badają gwiazdy i łon ludzkich wnętrza
I wydzierają zazdrosnej przyrodzie
Wiedzę tajemnic.

Duch, co się czołgał w służalczym żebractwie
Pod niebem łaski, na klęczkach posłuchu,
Drżąc przed brwi zmarszczką i gniewnym skinieniem
Ręki dzierżącej bicz dla nagich pleców,
Liżąc pod chłosty pogróżką proch stopy,
Która go kopie -
Wstał i odważnie spojrzawszy w zwierciadło
Własnej sromoty, uderzył w nie wstrętem,
Aż prysło w odruzg kruchy, i podniósłszy
Skroń, sięgnął dłonią po dostojne prawo
I piękną wolę walki, dumy, pracy
W tworzeniu siebie.

Myśl się mądrością zbroi jak dłoń mieczem,
Odsłania biegi słońc, serca wulkanów,
Odkrywa nowe ziemie i dusz głębie,
Przeczuciom tajne wydziera zamysły
I w twardych palcach ugniata nadzieję
W spiżową pewność -
Sądzi, potępia, pochwala, w dłoń bierze
Swe własne życie jak podatną glinę,
Pali ją w ogniu żądz, przymusza serce
Bić rytmem siły jak młoty i wiosła,
Przypadek chwyta za miękkie kędziory
I do stóp zgina.

Zrzuca płaszcz strachu, ściera z warg jęk prośby,
Depce cierpliwość gnuśną i ciemnotę
I myśl, co króla obaliła z tronu,
Piersią podnosi się butną i hardą
Przeciw zakazem ciemięskim władnącej
Tyranii Boga!
Mróz, który w sercu nie stępił się brata,
Ugodził w piersi samowładcy nieba,
Co nakrył ziemię podeszwą olbrzyma
I niewolnictwa ucząc i pokory
Ugiął niebiosa czół, dla gwiazd stworzone,
W pokłon padalca.

Popatrzył człowiek w słońce, w twarz wolności,


strona:   - 1 -  - 2 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Leopold Staff - życiorys - notatka szkolna
2  Deszcz jesienny – analiza i interpretacja
3  Kowal – analiza i interpretacja



Komentarze: Adam

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: